Cześć!
Najpierw chciałam przeprosić, że nieregularnie dodaję rozdziały. Związane jest to ze szkołą. Poprostu nie mam dużo czasu, ale uwierzcie mi, że się staram.
Po drugie dodałam listę blogów, które obserwuję i na, które z całego serca Wam polecam.
Po trzecie dodałam 2 ankiety, na które proszę, abyście odpowiadali. Chcę zobaczyć ile Was tu jest (ankieta Czy czytasz moje opowiadanie?) i poznać Wasze opinie (ankieta Czy podoba Ci się moje opowiadanie?).
Po czwarte naprawdę zachęcam Was i proszę o komentowanie postów. Odwiedzin jest ponad 800, za co z całego serca dziękuję, a kometarzy 30. Mi wystarczy krótki komentarz. Piszcie tam jak Wam się podoba, co sądzicie, że się dalej wydarzy, co byście chciały, żeby się wydarzyło, ogólnie opinie i porady, albo poprostu info, że czytacie. :)
No to by było chyba na tyle....całusy Lori <3
środa, 17 października 2012
niedziela, 14 października 2012
10 - Butelka coli.
*Oczami Niall*
Nagle
Lauren ugięła nogę w kolanie, postawiła stopę na środku łóżka i nam też kazała
tak zrobić. Posłusznie wykonaliśmy prośbę. Potem wyciągnęła rękę z telefonem i
zrobiła zdjęcie tak, aby było widać stopy nas wszystkich.
- Co
robisz? - zapytałem ciekawy, kiedy już pozwoliłam nam usiąść tak jak chcemy.
- Dodaję
zdjęcie na tt - odparła nie odrywając wzroku od telefonu.
- A coś
więcej? - zagadnął Harry.
Pokazała
nam wyświetlacz iPhon'a na, którym widniało zdjęcie, a pod nim podpis Integracja
z @onedirection. Czy zgadniecie, którego chłopca nie ma z nami, bo śpi? xx.
- Fajny
pomysł. Ale ja już widzę co wszyscy sobie o nas pomyślą - skomentował Lou.
- Od kiedy
ty się przejmujesz, co powiedzą inni? - zapytałem z ironią w głosie
- Nie ja
się tym nie przejmuję, nie chce tylko, żeby od początku pomyśleli, że Lauren to
jakaś.....no wiecie.
- Spoko.
Damy radę - uśmiechnęła się. - A co teraz porobimy?
- Proponuję
butelkę - powiedział Zi
- Ok, ale
na całowanie i takie różne - Harry śmiesznie poruszył brwiami.
- Takie
różne.... czyli co? - zapytałam podejrzliwie dziewczyna.
-
Zobaczysz...hahahahaha.
Dopiłem
ostatni łyk coli, którą sobie przyniosłem i podałem reszcie pustą butelkę.
- Musimy
się przenieść na podłogę - zauważyła Lauren.
Przyznaliśmy
jej rację i utworzyliśmy, coś co miało być kółkiem, ale teraz raczej
przypominało... sam nie wiem co.
- Rety, ile
ty tego masz? - zdziwił się Marchewkowy widząc, że otwieram kolejną butelkę,
tym razem Sprita.
- Trochę -
odparłem wymijająco.
- No
właśnie widzę, że trochę dużo.
- Dobra,
kto zaczyna? - padło pytanie. - Proponuję Louisa.
*Oczami Louisa*
Zakręciłem
butelką. Kręciła się bardzo szybko. Widać było tylko co chwila migającą
czerwoną naklejkę z napisem. Wirowała z za dużą prędkością, więc napis był
niewidoczny. Ja jednak wiedziałem, że to 2 słowa. Słowa, które zna większość
ludzi na świecie. Coca-Cola. Popularny gazowany napój. Bardzo popularny. Jedni
lubią, drudzy nie. Zupełnie tak jak nas.
Poczułem
jak ktoś dotyka mojego ramienia. Popatrzyłem w tamtą stronę. Niall.
- Hej,
stary, butelka zatrzymała się już z minutę temu. A ty siedzisz i się na nią
gapisz.
- Sorry,
zamyśliłem się - zacząłem się tłumaczyć.
- Nie
gadaj, tylko gramy - powiedział blondasek.
Popatrzyłem
na teraz już nieruchomą butelkę, której zakrętka wskazywała na..........
9 - Integracja
Wzięłam telefon i napisałam do Lou : Pamiętasz, że mieliśmy dokończyć naszą rozmowę.... xx
Po chwili telefon zawibrował : Mmmmm. Niegrzeczna dziewczynka jeszcze nie śpi..
Szybko wystukałam : Lou... :(.
Za moment Louis napisał : Zaraz będę. Czekaj. Mwah. xx
Zaśmiałam się. Podobała mi się ta zabawa. Mieszkaliśmy w pokojach przylegających do siebie, ale kiedy chcieliśmy się nawzajem odwiedzić to odbywał się potajemny spisek. Zupełnie jak w dzieciństwie. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Liama dochodzący z korytarza :
- A ty, dokąd się wybierasz?
-Yyy....nnoo...do...L..Lau..Lauren - odparł zmieszany Lou.
- Czyś ty zwariował?! O tej porze?! Ona na pewno już śpi - uniósł się mój kuzyn.
- Tssaaaa..śpi - powiedział z ironią chłopak myśląc, że ten drugi go nie usłyszy.
- Co ty tam mówisz pod nosem? - bardziej chciał się upewnić, niż dowiedzieć Daddy.
- Nic, nic.
- To dobrze. Idź spać - chyba się odwrócił i poszedł w stronę swojego pokoju. - Jak z dziećmi...Jak z dziećmi - usłyszałam dźwięk zamykanych w oddali drzwi.
Dostałam smsa : Dostało mi się..... Daddy czuwa. :)
Niestety xd - brzmiała moja odpowiedź.
Siedziałam parę minut wpatrując się w widoki po drugiej stronie drzwi balkonowych. Balkon...Balkon.... To jest to! Wpadłam na świetny pomysł i postanowiłam podzielić się nim z Boo : Zostaje nam jeszcze balkon. xx
Nie minęła minuta, a chłopak stał na naszym balkonie machając do mnie i gestami sygnalizując, żebym otworzyła.
Zwlokłam się z łóżka, przekręciłam klamkę. W drodze odłożyłam jeszcze fona na biurko.
- To była bardzo niebezpieczna misja agentko Lauren - rzekł z powagą.
- Zgadzam się agencie Louis.
I oboje zaczęliśmy się cicho śmiać.
Oczami Louisa
- Zaraz wracam - powiedziała idą w stronę łazienki.
Gdy tylko zniknęła za drzwiami wyjąłem szybko I'Phona i napisałem : Integracja. Ty, Zayn i Niall. Pokój Lauren. Wybrałem numer Harrego i wysłałem. No to będzie zabawa , pomyślałem i jak zwykle się nie myliłem.
Po chwili dziewczyna wyszła z toalety, usiadł naprzeciwko mnie na łóżku i powiedziała :
- Opowiedz mi o swojej rodzinie.
Zacząłem jej opowiadać, a ona przysunęła się bliżej mnie i okryła nas kołdrą. Na jej twarzy malowało się skupienie, jakby chciała zapamiętać każde słowo, które wypowiadam i potem na ich podstawie coś sobie wyobrażać.
- Twoi rodzice bardzo Cię kochają - stwierdziła patrząc się w przestrzeń ponad moją głową, gdy na chwilę zrobiłem przerwę w opowieściach.
Zastanawiałem się przez chwilę jakiej odpowiedzi oczekiwała, gdy usłyszeliśmy cichuteńkie pukanie do drzwi. Lauren spojrzała na mnie z miną *kogo u licha tu teraz niesie?!*, a ja tylko się uśmiechnąłem.
Oczami Lauren
Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
- Matko, Harry, co ty tu robisz? - zapytałam.
- Przyszliśmy, bo nas zaprosiliście - odparł z uśmiechem.
-Przyszliśmy? - zdziwiłam się. Dopiero po chwili zauważyłam Zayna i Niall wychylających się znad ramienia chłopaka.
Otworzyłam szerzej drzwi i ich wpuściłam.
- Trzymaj -Niall podał mi wielką miskę po brzegi wypełnioną różnego rodzaju żelkami.
- Po co mi to?
- Skoro mamy tu spędzić całą noc, to chyba musimy coś jeść, prawda? - odparł jakby to była największa oczywistość.
- Całą noc?!? - prawie krzyknęłam.
- No tak -powiedział Zayn.
- Musimy się integrować - dodał Lou puszczając mi oczko.
- Dobra, ja się boję - powiedziałam sadowiąc się na moim dwuosobowym łóżku.
Obok mnie usiadł Harry i Niall, a na przeciwko nas Louis i Zayn.
- Nie masz się czego bać. Jesteśmy tu z tobą - powiedział Irlandczyk.
- No właśnie o to chodzi, że ja się Was boję.
Zaczęliśmy się śmiać.
- Lou, pożycz mi swojego iPhon'a - zwróciłam się do chłopaka.
- Leży tam, jest taaaaaakkkk daleko - zamachałam ręką w kierunku biurka.
- Masz mojego - mulat wyciągnął z kieszeni spodni dresowych telefon i mi go podał.
- Dziękuję- uśmiechnęłam się w jego stronę promiennie. - Widzisz Lou, Zayn jest dobrym chłopcem?
- No dokładnie - przytaknęli mi pozostali chłopcy.
Oni zaczęli się przekomarzać, a ja szybko zalogowałam na twittera. Dodałam tweeta :
Noc. Ja i 4 chłopców w jednym pokoju. #jużsięboję
Od razu pojawiły się komentarze i w stylu "Uuuuuuu. Co wy tam robicie?", "Pięciokąt?", albo "#bezskojarzeń". Mogłam się tego spodziewać...
~~
No i już jest rozdział 10 ! Zadowoleni? :)
Piszcie swoje opinie.
Do fank numer 1 po pierwsze jak Cię mam nazywać, bo przecież nie mogę cały czasu mówić do cb fanko numer 1, a po drugie zaskoczona? I jak Ci się w ogóle podoba rozdział?
Całusy do wszystkich wasza Lori :*
wtorek, 9 października 2012
8 - Tacy są
Rozdział 8
27
czerwca 2012 r. Londyn
Nigdy nie sądziłam, że można kogoś tak
polubić po jednym dniu. Nie stop! Nie polubić, tylko pokochać. Ktoś może
pomyśleć, że jak to polubić, a co dopiero pokochać. Ale tak właśnie jest. Ja
wcale nie żartuję. Chociaż znam i tak krótko. Zdążyłam już zobaczyć jacy są.
Zdarzyłam już dowiedzieć się trochę o każdym z nich. Myślę, że nie zawahałabym
się przed zdradzeniem im moich sekretów. Od niech po prostu bije takie ciepło i
to mnie tak bardzo do nich przyciąga. Sprawia, że chcę spędzać z nimi każdą
minutę, że chce być dużą częścią ich świata i, żeby oni byli jeszcze większą
mojego. Żadnego z nich, no oprócz Liama, nie znałam wcześniej. Mieli jedną,
jedyną szansę zrobienia na mnie dobrego wrażenia. I wykorzystali ją na 200 %.
Mam tylko nadzieję, że nie udawali i tacy są naprawdę. Tak bardzo pragnę, żeby
tacy byli. W porównaniu z ludźmi z mojej szkoły są po prostu chodzącymi
ideałami. Nie wiem, czego więcej mogłam bym chcieć. Chyba tylko tego, żeby on
mnie też tak polubili. Są tacy zabawni, cały czas się śmieją. Ale najważniejsze
jest to, że to nie jest wymuszone, oni nie robią tego na pokaz. Tacy są. Widać,
że są najlepszymi przyjaciółmi, są jak rodzina. Bardzo dobrze się rozumieją.
Każdy z nich jest cudowny na swój sposób i nawzajem się uzupełnia - ją tworząc
super paczkę. I chociaż oni znają się już długo, ja ani przez chwilę nie
poczułam się jak piąte koło u wozu. Wpasowałam się do ich grupy. Byłam jakby brakującym elementem układanki.
No po prostu cudownie. Lauren <3
Odłożyłam zeszyt do szufladki w szafce
nocnej. Wzięłam telefon i napisałam do...
~~Lauren
7 - Trzy zapiekanki
Usiadłam przy
stole, po chwili Liam postawił przede mną talerz z 3 zapiekankami z serem.
- Dzięki, ale to za
dużo dla mnie.
- Najwyżej oddasz
Niallowi.
Z pierwszym kęsem w
mojej głowie pojawiła mi się scena, jaka rozegrała się pomiędzy mną, a Zaynem.
Jakiś głupi głos we mnie zaczął mówić, że to stało się za szybko, że za łatwo
mu uległam, że nie powinnam. Może i większość ludzi by tak też stwierdziła, ale
uznałam, że skoro tak się stało, to tak miało być. Bo nic nie dzieje się bez
przyczyny. Poza tym nie żałuję. Po tych krótkich rozmyślaniach od razu na mojej
twarzy pojawił się uśmiech.
- Chłopcy, co Wy na
to, żeby któryś z Was jutro pokazał mi najważniejsze miejsca w mieście –
zapytałam zaczynając drugą kanapkę.
- Spoko, ale co dokładnie?
– zapytał Niall.
- No spożywczak, centrum handlowe i takie inne rzeczy.
- No spożywczak, centrum handlowe i takie inne rzeczy.
- Nie ma sprawy –
uśmiechnął się.
- A wieczorem party
hard na cześć twojego przyjazdu – krzyknął Lou.
- Oczywiście, jeśli
zgodzi się Daddy – dodał Niall widząc minę Liama.
- No, właśnie
możesz też zaprosić swoją dziewczynę – dodałam.
- Wy jak chcecie to
możecie sobie iść, ja obiecałem Dan, że do niej przyjadę, bo boli ją noga po
występach.
- No to ustalone –
przybiłam żółwika z Louisem.
- Ej, Lauren
będziesz jadła tą trzecią zapiekankę – zapytał Nialler.
- Będę, ale jak
chcesz to mogę Ci dać połowę – powiedziałam krojąc kanapkę na dwie części i
podając ją chłopakowi.
- Dżenki –
podziękował gryząc jedzenie z uśmiechem.
- Matko, jaki
żarłok – śmiał się Harry.
- Jeszcze się nie
przyzwyczaiłeś? – zapytał Zayn też się śmiejąc.
- No jakoś nie –
teraz już wszyscy rechotaliśmy.
- Ej, to nie jest śmieszne – powiedział farbowany.
- Biedny Nialler – poczochrałam go po włosa i uścisnęłam.
- No właśnie – zrobił minę zbitego psa. – Jestem taaaakkiiiii biedny i
pokrzywdzony.
Chłopcy Jeszce bardziej zaczęli się śmiać i droczyć.
- No to ja już pójdę – wstałam od stołu i włożyłam mój talerz do
zmywarki.
- Dobranoc – powiedzieli chórem.
- Do jutra – posłałam im buziaka w powietrzu.
Poszłam do mojego pokoju. Miałam ochotę napisać jeszcze coś w
pamiętniku. To on od długiego już czasu służył mi za coś w rodzaju przyjaciela.
To tam przelewałam moje uczucia. Smutki związane z rodzicami czy głupimi znajomymi.
Radości związane najczęściej z nowymi stworzonym przeze mnie projektami ubrań.
Naprawdę dużo tam zapisywałam i to bardzo mi pomagało.
Zaczęłam szperać w szufladach biurka. "O matko, kompletnie o tym
zapomniałam - pomyślałam, gdy natknęłam się tam na kopertę z napisem
"Liam". - Miałam mu to przecież dać." Wzięłam kopertę i poszłam
do kuchni.
- To dla Ciebie - powiedziałam podając mu przedmiot. - Od mojej Mamy.
- Dzięki -widać było, że nieźle go to zdziwiło.
- A no i jeszcze nie zdążyłam Ci podziękować za pokój. Jest naprawdę
śliczny.
- Miałem nadzieję, że Ci się spodoba. W 90% urządzała go Danielle.
- Tak właśnie myślałam, że urządzała go dziewczyna. A właściwie po co
był Wam taki pokój?
- Sam do końca nie wiem - odparł ze śmiechem. - Po co był nam taki
pokój, chłopaki?
- Dla Lauren - odparł Niall wgryzając się w jabłko.
- No, ale przecież nie wiedzieliście, że przyjadę.
- Wiedzieliśmy! - odpowiedział z przekonaniem blondynek.
- A właśnie! Dopiero mi się przypomniało, że nie mam Waszych numerów.
- Podyktuj, a potem my Ci podamy nasze - powiedział Zayn i reszta
(oprócz Liama) wyjęła swoje telefony.
W końcu wymieniliśmy się numerami, ustaliliśmy, że Niall i ja jutro
pójdziemy na "poznawanie miasta", a reszta będzie.... Sama nie wiem w
sumie, co będzie robiła reszta.
- Dobranoc wszystkim! - pożegnałam się z nimi po raz drugi tego wieczoru.
- Dobranoc wszystkim! - pożegnałam się z nimi po raz drugi tego wieczoru.
- Ja też już pójdę - Lou pomachał chłopcom i razem wyszliśmy z kuchni.
- Dobranoc - pocałowałam go w policzek stojąc już pod drzwiami do
mojego pokoju.
- Dobranoc - uśmiechnął się. - Śpij dobrze.
Weszłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko, wzięłam pamiętnik i zaczęłam
pisać.
~~
CZYTASZ? ZOSTAW KOMENTARZ! :)
Przeprasza, przepraszam, przepraszam. Wiem, że jesteście na mnie źli. Wybaczycie?
A no i tak poza tym to piszcie jakie macie pomysły na dalszy rozwój wydarzeń, ja mam już pewną koncepcję, ale chętnie poczytam Wasze sugestie. A no i jeśli macie jakiś pomysł co można ulepszyć lub zmienić na tym blogu to śmiało piszcie. Wasza Lori.
niedziela, 16 września 2012
6 - Najpierw odpowiedz
Kiedy
wreszcie znaleźliśmy się w domu byliśmy dosyć zmęczeni, chociaż nie zwiedziliśmy
dużo. No, ale jednak się nachodziliśmy. Od razu poszłam do swojego pokoju.
Wzięłam prysznic. Mokre włosy przełożyłam na lewą stronę szyi. Włożyłam
żarówiastą różową luźną bluzkę z krótkim rękawem sięgającą mi do połowy ud.
Wyglądało, jakbym miała na sobie tylko ją, ale w rzeczywistości miałam jeszcze
króciutkie białe shorty pod spodem.
Wzięłam
portfelem i poszłam do pokoju Zayn. Zapukałam.
- Proszę –
usłyszałam w odpowiedzi.
- Oj, to ja
wrócę za chwilę. Nie chcę Ci przeszkadzać – powiedziałam zmieszana widząc
chłopaka chodzącego po pokoju w samych białych spodniach od dresu.
- Nie
przeszkadzasz . Wchodź – zaprosił mnie gestem ręki.
Nieśmiało
przekroczyłam próg pokoju. Zaczęłam się rozglądać. Był tu bardzo ładnie. Lekki
nieporządek dodawał pomieszczeniu charakteru. Żeby nie patrzeć na chłopaka, co bardzo
mnie peszyło, podeszłam do drzwi prowadzących na balkon. Podziwiałam panoramę
Londyn. Trochę się już ściemniło i wszystkie światła i kolorowe reklamy
wyglądały naprawdę pięknie.
- Co Ci się
wtedy najbardziej podobało? – poczułam jak Zayn podszedł do mnie od tyłu i
położył brodę na moim ramieniu, przez co kiedy mówił łaskotał mnie ciepłym
oddechem w szyję.
Wstrząsnął
mną lekki dreszczy. Po pierwsze, bo się przestraszyłam, a po drugie tak
po prostu działał na mnie jego dotyk.
- Nie
rozumiem – nie bardzo wiedziałam o co mnie zapytał.
- No wtedy,
przed lodziarnią, kiedy to niby się zamyśliłaś – kolejny mały dreszcz mną
wstrząsną i poczułam, że moje policzki poczerwieniały.
Mam
nadzieję, że tego nie poczuł, pomyślałam z przerażeniem.
- Coś
musiało Ci się podobać, skoro nawet straciłaś kontakt z resztą świata – poczułam
jak jego ręce oplatają mój brzuch.
Poruszyłam
się, chcą wyswobodzić się z uścisku.
- Najpierw
odpowiedz – chłopak odczytał moje zamiary, ale był dużo silniejszy, więc się
poddałam.
Jeszcze chwilę
napawałam się tą cudowną chwilą. Stać w ramionach Zayna Malika i patrzeć na
panoramę stolicy Anglii. Było mi dobrze.
Nie czułam skrępowania. Byłam bezpieczna.
Lauren –
usłyszałam głos w głowie– nie możesz. Nie wolno Ci. Znasz go niecałe dwa dni.
Zagłuszyłam
w sobie ten głos. Napawałam się chwilą.
- Noo? –
chłopak odgarnął kilka kosmyków włosów, które niesfornie opadały mi na plecy,
co wywołało kolejne drgawki na moim ciele.
-
Uśmiech....... – powiedziałam nieśmiało.
- I?
-
Oczy.......-odpowiedziałam po krótkiej chwili.
- I? –
chłopak drążył temat.
- Włosy....
– dodałam.
Jeszcze
przez kilka sekund gładził mnie po brzuchu.
- Jeszcze
chwilę – szepnęłam i przytrzymałam jego ręce, dając mu do zrozumienia, żeby nie
odchodził.
Usłyszałam
jak zachichotał.
Zganiłam się
w duchu za to, że tak łatwo mu uległam.
W końcu
zdjęłam jego ręce z mojego brzucha i odwróciłam się do niego.
-
Przyszłam... – zaczęłam unikając jego wzroku.
- Uroczo
wyglądasz, kiedy się rumienisz – najwyraźniej moje speszenie było dla nie zabawne,
bo słyszałam jak cicho się śmiał.
-
Przyszłam.... – próbowałam się skupić –.. przyszłam po....zaraz, zaraz... Przez
Ciebie nie pamiętam!
- Tak
działam na dziewczyny, nic na to nie poradzę – uśmiechnął się cwaniacko.
Moje
policzki miały teraz jeszcze bardziej czerwony kolor. Pokręciłam tylko głową i
wyszłam. Za sobą słyszałam jego dźwięczny, serdeczny śmiech.
- Lauren,
Zayn, Niall, Lou chodźcie. Kolacja - usłyszałam głos Liama dobiegający z dołu.
Odłożyłam
portfel do pokoju, umyłam ręce i udałam się na posiłek.
~
Dla fanki numer 1 i wszystkich Was, którzy wchodźcie na mój blog. :)
5 - Następnym razem ja płacę!
- To co dziś
robimy ? – zapytał Zayn gdy wszyscy razem wcinaliśmy tosty.
- Ja to bym
się wybrała pozwiedzać – zamyśliłam się. – Tak dawno nie byłam w Londynie.
- Świetny
pomysł – Liam podzielał moje zdanie.
- Musimy? –
zapytał Lou przeciągając dokładnie każdą literkę.
- No,
myślałam, że pokarzecie mi miasto – zrobiłam smutną minkę. – Mam tu mieszkać. A
nawet nie wiem, gdzie są jakieś fajne sklepy, kawiarnie, kino, lody, kluby.
- A pójdziemy
do Nando’s? – zapytał z entuzjazmem Niall.
- Niiii – chciał
powiedzieć Liam, ale mu przerwałam.
- Tak,
Niall, pójdziemy do Nando’s. W końcu sama się przekonam czy rzeczywiście jest
tam tak świetnie.
-
Obiecujesz? – zapytał podejrzliwie.
- Tak,
obiecuję – zaczęłam sprzątać ze stołu talerze.
- Ok,to ja
mogę iść.
- A wy? –
zwróciłam się z pytaniem do pozostałej trójki.
Ich miny
świadczyły o tym, że nie mają na to zbytniej ochoty.
- No weźcie.
Będzie fajnie. Jakoś Wam to wynagrodzę – potargałam im włos i poszłam się do
końca przygotować.
Po upływie
pół godziny wszyscy byliśmy już gotowi do wyjścia.
- Cel numer
1 : Big Ben – powiedziałam.
Trochę na
piechotę, trochę autobusem dotarliśmy do słynnej wierzy. Po dowiedzeniu się, że
akurat dzisiaj wejście na szczy jest niemożliwe musiało nam wystarczyć obejście
budynku. Nie obyło się oczywiście bez pamiątkowej fotki.
-
Przepraszam, czy mogłaby nam pani zrobić zdjęcie? – zapytałam kobietę ok.
40-dziestki mając nadzieję, że nie będzie wiedziała kim jesteśmy i po prostu
potraktuje nas jak zwykłych turystów.
- Ależ
oczywiście – uśmiechnęła się i wzięła ode mnie aparat.
Ustawiliśmy
się na tle Big Bena. Z jednej strony obejmował mnie Louis, z drugiej Harry.
Wszyscy na głos owej pani „One, two, three smile!” wyszczerzyliśmy się do
aparatu i już po chwili było po wszystkim. Już chciałam podejść do kobiety,
kiedy usłyszałam , jak mówi :
- A mogłabym
zrobić Wam jeszcze jedno zdjęcie, dla córki?
- Oczywiście
– odkrzyknął Irlandczyk i już po chwili znowu uśmiechaliśmy się do obiektywu.
Po odebraniu
naszego aparatu, podziękowaniu i oczywiście daniu autografów szliśmy w stronę
najlepszej lodziarni w mieście, bo Nialler zrobił się głodny.
- To
niesamowite, jak wielu macie fanów – zwróciłam się do chłopców. – Nawet ta
kobieta wiedziała kim jesteście.
- Ona nawet
wiedziała kim TY jesteś i to jest dopiero niesamowite – powiedział Zayn.
- Widzicie,
dzięki Wam będę famouse* – machnęłam teatralnie włosami i zrobiłam kilka kroków
jak modelka na wybiegu.
- Nieźle Ci
idzie – pochwalił mnie Lou.
- Dzięki.
Weszliśmy do
lodziarni. Była wypełniona prawie po brzegi. Ustawiliśmy się w kolejce i
zaczęliśmy rozmawiać o ty, kto co bierze.
- Dzień dobry, poproszę 6 razy największą porcję – powiedziałam kiedy już nadeszła
nasza kolej.
- Dobrze,
razem to będzie 15 funtów**.
Już
wyciągałam portfel z kieszenie, kiedy zobaczyłam jak Zayn podaje ekspedientce
swoją kartę.
-
Przepraszam – wzięłam leżący na blacie przedmiot i podałam ją z powrotem
chłopakowi. – Ja płacę.
- Nie, ja
stawiam – karta płatnicza znów znalazła się na blacie.
- Zayn, nie
rób cyrków!
- Ale ja
chcę tylko zapłacić!
- Ale ja
płacę, czy tak trudno to zrozumieć!?
- Tak, nie
chcę, żebyś na nas tyle wydawała – chłopak nie ustępował.
- Ja u Was
mieszkam i i tak dużo dla mnie zrobiliście – podałam mu jego własność.
-
Przepraszam, jakie smaki dla pani? – Mary – jak dowiedziałam się z plakietki –
zwróciła się do mnie.
- Słucham? –
popatrzyłam na nią nieprzytomnie.
- Pytałam
tylko jakie smaki by sobie pani życzyła. Może pani wybrać 6 – uśmiechała się do
mnie czarująco.
-
Yyyy.....ale jak to, przecież jeszcze nie zapłaciłam –byłam lekko
zdezorientowana.
- Zapłacił
już tamten pan – wskazała na Louis, który już zajadał się wielką porcją lodów.
- O matko...
– westchnęłam niezadowolona. – Dobrze.... To ja poproszę sorbet gruszkowy,
sorbet melonowy, krówkowe, biała czekolada, makowe i ciasteczkowe.
Już po
chwili zatopiłam usta w lodach.
- Mmmmmm, są pyszne. Dawno takich nie jadłam. Dziękuję Lou –
pocałowałam go.
- Proszę – zaśmiał się, nawet nie ścierając brązowo –
kremowego śladu moich ust ze swojego policzka.
- Ale na drugi raz ja płacę – popatrzyłam znacząco na Zayn.
- Się zobaczy – zlizał odrobinę lodów będącą na jego ustach.
Ręka z lodami zatrzymała się w połowie drogi do mojej buzi.
Piękne, czekoladowe oczy, uroczy uśmiech i czarne, śliczne włosy – to jedyne co w tamtej chwili widziałam. Świat na chwilę stanął. Na
krótką niestety chwilę...... Otrząsnęłam się kiedy zobaczyłam Liama machającego
mi ręką przed oczami z zatroskaną miną.
- So...Sorrki. Zamyśliłam się – zaczęłam ponownie lizać lody.
- Widzieliśmy – czarnowłosy uśmiechnął się i puścił do mnie
oczko.
Poczułam jak się rumienię. Nie dobrze, Lauren, niedobrze.
Zmień natychmiast temat, wydawałam sobie
rozkaz.
- Mówiłeś coś do mnie ? – zwróciłam się do kuzyna.
- Tak, czy chcesz teraz iść zobaczyć Buchingam Palace?
- Tak....chyba tak – zawahałam się. – Potem Nando’s i do
domu.
Chłopak tylko kiwnął głową i ruszyliśmy. Po drodze wdałam się
w rozmowę z moim kuzynem na temat naszych rodzin. Wspominaliśmy dawne czasy,
ustaliliśmy, że koniecznie musimy wybrać się do rodziców Liama, czy mojej Cioci
i Wujka.
Pałac Królewski jest w rzeczywistości jeszcze piękniejszy i
bardziej okazały niż we wszystkich przewodnikach i na fotografiach.. Zrobiłam kilkadziesiąt zdjęć samego budynku
i jeszcze kilkanaście ogrodu.
-Mmmm, to co mi polecacie zamówić?– zapytałam kiedy już
znaleźliśmy się w restauracji.
- Rybę z ziemniakami, pieczonego kurczaka, polędwiczki po
irlandzku.... – wymieniał blondyn.
- Hej, hej, Niall. Pamiętaj, że jestem wegetarianką. Nie jem
mięsa, ryb, ani owoców morza.
- Nie mówiłaś.
- Być może. To teraz mówię. W każdym razie, co proponujesz bezmięsnego – posłałam mu ciepły uśmiech.
W końcu, po długich zastanowieniach zdecydowałam się na
talerz warzyw i ryż w sosie angielskim.
- Czy życzyłaby sobie pani coś na deser? – zapytała kelnerka
kiedy skończyliśmy już jeść obiad.
- Tak, poproszę tradycyjny angielski pudding.
*- ang. Sławny, sławna
**- to około 90 zł
~
Przepraszam, że tak późno, ale wiecie szkoła :/.
Dodałam kilka ulepszeń w komentarzach no i licznik odwiedzin.
Kolejny rozdział, co prawda krótki, ale mam już napisany!
Wasza Lori.
Subskrybuj:
Posty (Atom)